OPINIE
Być może masz za sobą wiele nieudanych prób poradzenia sobie z objadaniem i powoli tracisz nadzieję. Dlatego zebrałam tutaj historie i opinie moich podopiecznych – kobiet, które kiedyś były dokładnie w tym miejscu, w którym jesteś Ty.
Które też się bały. Też myślały: „A co jeśli poświęcę czas i energię, a i tak nic z tego nie wyjdzie?”.
Po to, by pokazać Ci, że zmiana jest możliwa. Nawet jeśli czujesz: „mi już chyba nic nie pomoże”. Żebyś oswoiła swój lęk i – mimo trudnych doświadczeń – spróbowała raz jeszcze.
Tym razem inaczej.
ODDAJĘ IM GŁOS…
Nadal wychodzę z podziwu, że po pierwszych dwóch czy trzech spotkaniach ja przestałam się objadać (…). Wydawało mi się, że tego się nie da zrobić w tak krótkim czasie. A jest ogromna różnica (…). To jest dla mnie coś nie do opisania. No i liczyłam się z tym, że jeszcze jakiś napad mi się zdarzy, ale ja to wszystko opanowałam. Nie spodziewałam się, że to w ogóle będzie możliwe.
Wydawało mi się, że po prostu będę musiała wszystko ograniczać i pewnie wtedy bym wróciła do punktu wyjścia. I myślałam, że jak tu dołączę, to ogarniemy jedzenie i tyle. A ogarnęłam swoje życie na różnych płaszczyznach (…). Teraz wiem, że to naprawdę będzie długofalowe, bo ja mam już taki poziom wiedzy. I jak dałam radę trzy miesiące, to co, nie dam rady więcej?
Zuzanna J.
Jem to co chcę, potrafię przestać kiedy jestem syta, święta bez obżarstwa… Jestem w tak ciężkim szoku i tak z siebie zadowolona (…). Dużo mniej ciągnie mnie też do słodyczy. Naprawdę, ta zmiana jest tak kolosalna, że aż nie wierzę.
Ewelina N.
Nie mam słów, by opisać, jak bardzo Ci jestem wdzięczna. Czuję, jakbyś uratowała mi życie. Spędzam czas z rodziną. Skupiam się na pracy. Odpoczywam. Jedzenie ze 100% mojego życia w tej chwili zeszło do 70? 60? (…). Wreszcie zrozumiałam, co się ze mną dzieje. W końcu uwierzyłam, że nie da się być w deficycie i wyjść z objadania (mieć ciastko i zjeść ciastko, nomen omen ;)), nie da się kontrolować jedzenia, liczyć kalorii, pilnować spalania i mieć swobodę i wolność w jedzeniu (…). To była najlepsza decyzja, jaką podjęłam w 2022 roku i jedna z najlepszych w życiu…
Wreszcie zebrałam się na odwagę, żeby wprowadzić zmiany, których panicznie się bałam. Nie liczę już kalorii, nie liczę makro, ważę się sporadycznie, jem to, co lubię i co sprawia mi przyjemność. Nie pomijam posiłków i nie oszczędzam kalorii, żeby pozwalać sobie na napady. Próbuję łamać, jedna po drugiej, swoje sztywne jedzeniowe i sportowe zasady. Pierwszy raz mam poczucie, że idę do przodu i w dobrym kierunku. Zaczynam przypominać sobie, co lubiłam robić w życiu, zanim wpadłam w obsesję jedzeniową. Zaczynam bardziej być.
Magda G.
Problem objadania już mnie nie dotyczy. Pierwszy raz rzeczywiście czuję, że to jest za mną. I mam wrażenie, że moja głowa się odmieniła, totalnie (…). Zaczęłam sobie ufać. Zaczęłam ufać, że decyzje, które podejmuje, jeśli chodzi o jedzenie, są i będą ok. I to jest takie super zaufanie (…). Jestem przeszczęśliwa, że to się ze mną wydarzyło. Przeszczęśliwa, naprawdę.
Asia N.
Czułam się, jakby ktoś nagle rozdmuchał suszarką parę z lustra. Nagle wszystkie elementy układanki zaczęły do siebie pasować i słuchałam Cię, jak zaczarowana. Pierwszy raz usłyszałam, że nie powinnam szukać innych strategii na regulację emocji, tylko po prostu z nimi być (…). Bardzo też mnie uderzyło, gdy powiedziałaś, że można mieć wiedzę i znać teorię, ale dopóki nie zacznie się czegoś robić, to ta wiedza nic nie da (…).
Powiem Ci, że moment, w którym jestem teraz, jest lata świetlne od tego, gdzie znajdowałam się rok temu – wtedy byłam jak w amoku. Ważyłam 54 kg, spacerowałam po 2 godziny dziennie i ćwiczyłam power pilates przez godzinę. I tak 7 dni w tygodniu. Nie wychodziłam absolutnie poza moją sztywną rozpiskę diety. Ważyłam każde ziarenko ryżu i gryz jabłka. Teraz ruszyłam z kopyta.
Magda G.
Ja naprawdę widzę tę zmianę. Kiedyś siadałam i jadłam aż pizza się skończyła, a teraz sobie zjadam dwa kawałeczki i mam takie okej, jestem pełna, dziękuję i to wychodzi naturalnie. Bo mój organizm zaczął ogarniać, że nie trzeba jeść na full, bo to do niczego nie jest potrzebne.
I ja się nawet nad tym nie zastanawiam, tylko na przykład mój narzeczony, któregoś razu powiedział, że wow, jestem z ciebie dumny, zjadłaś dwa kawałki i przystałaś. I ja miałam takie… Jezu, faktycznie. Więc to są takie rzeczy, które już przestaję zauważyć, bo one się w końcu stały normalne.
Zuzanna J.
Dziś rano zepsuł mi się mój zegarek fitnessowy. Normalnie byłby to dla mnie największy problem świata. A dziś? Wzruszyłam ramionami, pozwoliłam chorym myślom odpłynąć w dół strumienia i zrobiłam trening jak zwykle, ale bez zegarka Było nawet przyjemniej! Druga rzecz, poczułam podczas marszu, że mam już dość i moje nogi są zmęczone. Zamiast cisnąć – wsiadłam do tramwaju. Szok! Trzecia nowość: zjadłam trochę za dużo na drugie śniadanie – zamiast się objeść, pomyślałam tylko, że zjadłam je za późno i jutro muszę zjeść wcześniej. No wow! Dziękuję Ci z całego serca!
Magda G.
Zgłaszając się do Ciebie, byłam w rozsypce emocjonalnej. Czułam się słaba, pokonana przez emocje i jedzenie. Podczas współpracy moje podejście do jedzenia i emocji zmieniło się o 180 stopni. Restrykcje i harmonogramy ustąpiły miejsca elastyczności, machinalnie wykonywane czynności zamieniły się w świadomie podejmowane decyzje, zagłuszane emocje zaczęły być wysłuchiwane, a ignorowane sygnały ciała są teraz szanowane. Podczas spotkań nigdy nie poczułam się oceniana czy krytykowana, za to zostałam wysłuchana, zrozumiana i pozostawiona z delikatnymi sugestiami, które mogłyby przyczynić się do pozytywnych zmian. Współpraca z Tobą była najlepszym prezentem, jakim siebie obdarowałam.
Asia B.
Moim głównym problemem było nadmierne i niekontrolowane objadanie się (…). Potrafiłam być konsekwentna i stracić wiele kilogramów. Niestety, zawsze wracałam do objadania się i kilogramy prędzej czy później wracały. Czułam się z tym bardzo źle, obwiniałam się za niepowodzenia, traciłam wiarę w siebie i poczucie skuteczności. Mam wrażenie, że każdego dnia gasł we mnie optymizm i radość. Kiedy moje samopoczucie sięgnęło dna to trafiłam na Twój profil na Instagramie i Twoje słowa od razu do mnie trafiły. Miałam wrażenie, że mówisz właśnie do mnie. I to był początek. Moment, w którym postanowiłam podjąć współpracę…
Nie ukrywam, że liczyłam na „magiczną” dawkę motywacji, która poderwie mnie natychmiast do odchudzania… a otrzymałam coś zupełnie innego. Podczas naszej współpracy małymi kroczkami poznawałam siebie, swoje emocje, mechanizmy jakie działają na osoby borykające się z kompulsywnym objadaniem oraz techniki jakie można zastosować.
Dla mnie najważniejszym efektem współpracy jest fakt, że w końcu zaczęłam rozumieć samą siebie, swoje potrzeby i przyczyny moich zachowań. W końcu zaczęłam być dla siebie dobra i wyrozumiała. I to ma ogromy efekt nie tylko w zakresie odżywiania czy zrzucenia zbędnych kilogramów. Skutkuje to lepszym samopoczuciem i relacją z samą sobą. Efekt opanowania kompulsywnego jedzenia i pozbycie się 9 kg jest tylko dodatkowym benefitem naszej współpracy.
Ania W.
Wcześniej jak miałam coś słodkiego, to podchodziłam do tego z takim mega napięciem. A teraz mam takie, że ok, będzie ciasto (…). I poprosiłam tylko jeden kawałek. I czułam się bardzo nasycona potem. Wcześniej zazwyczaj histerycznie zjadłabym wszystko i pewnie jeszcze poszła po dokładkę, więc tutaj widzę ogromną różnicę.
I często jeśli w połowie pierwszego kawałka uznam, że jest dla mnie za słodki i już mam dość, to po prostu zostawiam. I to jest zjawisko, które kiedyś nie występowało, a teraz tak naturalnie mi to wychodzi. To faktycznie dzieje się samo.
No i taka spokojniejsza dzięki temu jestem i myśl o jakimś spotkaniu towarzyskim nie jest już dla mnie czymś przerażającym, bo nie wiem ile ja zjem, tylko jest takie ok, będzie jedzenie na stole.
Zuzanna J.
Zmagałam się z kompulsywnym objadaniem, prowokowanym stresem, nudą i smutkiem. A w konsekwencji z permanentną otyłością. Chciałam schudnąć i utrzymać niższą wagę, ponieważ rozpoznano u mnie insulinooporność. A poza tym moja waga była przyczyną konfliktów małżeńskich.
Odkąd pamiętam odchudzałam się. Sam proces chudnięcia przeważnie szedł dobrze. Ale nawet niewielkie dystraktory powodowały powrót do objadania się i efekt jo-jo. A w konsekwencji spadek wiary w siebie i swoją sprawczość, spadek samooceny.
Na stronie Marleny były opisy moich problemów. Konkrety i przykłady opisane w dostępny, zrozumiały sposób. Poczułam że to jest to! Potem był dobry wywiad, techniki stosowane od ogółu do szczegółu i duża indywidualizacja. Zachęcanie do stawianie czoła swoim lękom, testowania siebie i skupienie się na własnych odczuciach oraz emocjach.
Przełomem było uświadomienie (doświadczenie), że poczucie głodu nie jest niczym złym. Poza tym podczas spotkań nabrałam wiary w siebie. I postanowiłam, że robię to dla siebie. Wtedy poczułam, że tym razem wytrwam (moje wcześniejsze próby zawsze były dla kogoś).
Teraz czuję się wolna. Nie odczuwam ciągłej presji jaką na siebie nakładałam i w konsekwencji lęku przed porażką. Nie miewam już obsesyjnych myśli o jedzeniu. Potrafię odróżnić kompulsje od prawdziwych potrzeb fizycznych. Wiem, że jedzenie nie jest rozwiązaniem i szukam go gdzie indziej.
Jestem spokojniejsza, nie boje się głodu. Jedzenie nie jest już zagrożeniem, nie jest moim wrogiem. Sięgam po nie, kiedy naprawdę jestem głodna. Planuję zakupy i posiłki. Pozwalam sobie na drobne smakołyki. Delektuje się jedzeniem. Jestem bardziej tu i teraz.
W otoczeniu ciągle słyszę komplementy, że dużo schudłam i że bije ode mnie taka pewność siebie. Dziękuję!
Jagna D.
Naprawdę czuję jak zmienia się mój emocjonalny stosunek do jedzenia – zwłaszcza do słodyczy. To dzięki Tobie (…)! Dziś w pracy dostałam świąteczną paczkę od podwykonawcy, napakowaną między innymi całą masą ciastek i słodyczy, które postanowiłam bez żalu rozdzielić pomiędzy kolegów z biura, a dla siebie zostawiłam 2 smakołyki, które wyjątkowo do mnie przemówiły.
Wcześniej w takim wypadku również rozdzieliłabym słodycze wśród kolegów, ale z innych pobudek – żeby nikt nie pomyślał, że zjem wszystko sama, skoro jestem już taka gruba. Dodatkowo wcześniej zrobiłabym to z wielkim żalem, że te słodkości nie zostają u mnie, częstując się od razu tym, co dałam dla kolegów, żeby przynajmniej trochę sobie skubnąć i zrekompensować to, że nie zjem całej paczki sama.
Dziś nawet nie poczęstowałam się tym, co dostałam – po prostu nie czułam takiej potrzeby, nie było mi żal. Teraz, gdy uświadamiam to sobie, bardzo się cieszę. Cieszę się że rozdałam MOJE słodycze! Hahahahah sytuacja kiedyś nie do pomyślenia ;P
Kasia W.
Twój spokojny, stonowany głos sprawia, że aura spokoju udziela się mojej zabieganej głowie. Czuję się przez Ciebie nieoceniana, akceptowana, a jednocześnie motywowana do zmiany – jasno dajesz do zrozumienia, że to moje życie, moja odpowiedzialność i moja decyzja, czy chcę coś zmienić. Nie wiem jak to robisz, ale przy tym wszystkim nie czuję się przez Ciebie „przyciskana” do zmiany. Chyba to był mój bloker do tej pory we współpracy ze specjalistami – z tobą czuję, że nic nie muszę, tylko mogę. I to mi daje niesamowitego kopa do zmiany 🙂
Bardzo doceniam też, że dzięki Tobie wreszcie do mnie dotarło, że nic nie jest czarno białe. Trening nie jest ani dobry, ani zły. Słodycze i warzywa, nie są ani dobre, ani złe. Wszystko zależy od kontekstu. Do tej pory jakoś to nie wybrzmiało w mojej głowie we właściwy sposób. Nie biczuję się, gdy się przejem. Albo nawet gdy mam napad (swoją drogą stały się one o wiele bardziej świadome, lżejsze, potrafię je odroczyć i zawsze umiem znaleźć ich przyczynę). Nie jestem na siebie zła, gdy nadmiernie ćwiczę. Rozumiem, czemu jest mi to potrzebne. Staram się to zmieniać małymi kroczkami. Tu pomedytuję, zamiast robić pajacyki. Tu pójdę wolniejszym krokiem. Tu usiądę. To dla mnie ogromne zmiany.
Magda G.
Serdecznie polecam opiekę i prowadzenie Pani Marleny. Pomogła mi zrozumieć dlaczego w chwili stresu kompulsywnie się objadałam. Pomogła mi również dając odpowiednie techniki do pracy nad sobą. Reszta zależała już tylko ode mnie. Byłam na kilkunastu dietach, chudłam i tyłam naprzemiennie. Zrozumiałam, że problem tkwi gdzieś głębiej niż w przestrzeganiu jadłospisu. Czułam, że nie potrafię zapanować nad jedzeniem. Że jestem jak w kołowrotku. I wtedy pojawiła się Pani Marlena (…).
Sesje spowodowały, że zaczęłam zmieniać swoje podejście do jedzenia. Stało się ono moim przyjacielem przestało być wrogiem. Negatywne schematy zmieniły się w te pozytywne, a ja poczułam się wolna i lekka… Wreszcie nie będąc na diecie, przestałam się objadać. Dziękuję Pani Marleno za prowadzenie i wsparcie.
Ania M.
Do Marleny trafiłam po licznych próbach zapanowania nad zajadaniem emocji. Uzyskałam fachową pomoc skierowaną na mój problem, któremu wcześniej nie potrafiłam stawić czoła, mimo iż tematem zajadania emocji interesowałam się już od dawna, szukając pomocy w książkach oraz na wcześniejszych terapiach.
Marlena pomogła mi dotrzeć do źródła problemu zadając pytania, które spowodowały u mnie refleksję i odwagę do stanięcia w prawdzie z samą sobą. Bardzo duża umiejętność słuchania, która pomogła mi rozpoznać emocje, skoncentrować się na sednie problemu, a następnie wdrożyć działania, które sprawiły, że w zdrowy sposób podjęłam walkę o siebie. Polecam z całego serca.
Magda K.
Serdecznie polecam spotkania z Marleną. Uważam, że jest bardzo kompetentna merytorycznie, ale również ma wielkie wyczucie pacjenta i w trakcie rozmowy przychodziły jej do głowy złote myśli, na które sama bym nigdy nie wpadła, a były niezwykle odkrywcze i bardzo pomocne. Marlena bardzo mi pomogła. Pozwoliła spojrzeć inaczej na wiele moich problemów, co znacznie ułatwiło mi codzienne funkcjonowanie w kontekście jedzenia, ale i po prostu życia.
Ja bardzo długo zwlekałam zanim zdecydowałam się poszukać pomocy z moimi problemami z jedzeniem, dlatego zachęcam, żeby nie czekać aż będzie już bardzo źle. Zachęcam, żeby zadzwonić do Marleny, umówić się na spotkanie i dać sobie szanse na lepsze życie.
Ania D.
WIĘCEJ OPINII ZNAJDZIESZ W GOOGLE
GOTOWA NA WŁASNĄ HISTORIĘ?